To nie pierwsza moja wizyta w tym mieście. Odwiedziłam Budapeszt w 2005 roku podczas konferencji misyjnej. Niestety program był tak napięty, że nie znalazłam czasu wolnego ani osób, z którymi zwiedziłabym miasto, nie mam też żadnych zdjęć z tamtego czasu. W 2020 roku miałyśmy kupione bilety na wyjazd w maju z Gosią, moją koleżanką z pracy, ale z powodu pandemii i zamkniętych granic wyjazd nie doszedł do skutku. W tym roku zdecydowałyśmy, że nie ma co tego odkładać i jedziemy do Budapesztu w pierwszym wolnym terminie.

Dojazd z lotniska do centrum miasta autobusem 100E w cenie 900 forintów (11,45 zł)
Dzień 1
Autobus zawozi nas do centrum Pesztu, czyli części po prawej stronie Dunaju. Do XIX wieku Buda i Peszt były dwoma niezależnymi miastami i różnice w architekturze i charakterze widać do dziś, choć nie ujmuje to żadnej z nich.
Wysiadamy na przystanku Astoria i znajdujemy się w VII Dzielnicy, zwanej też Miastem Elżbiety (Erzsébetváros). To dzielnica żydowska z zachowanymi tradycyjnymi obiektami i sklepami.

Przed nami wyłania się Wielka Synagoga. Jest to największa w Europie czynna synagoga (i druga największa na świecie). Za projekt odpowiadał austriacki architekt Ludwig Förster, projektant m.in. obwodnicy (Ring) Wiednia. Historię synagogi, losy Żydów na terenie getta opowiada przewodnik. Do dyspozycji odwiedzających jest kilka grup językowych.

Na terenie synagogi znajduje się także muzeum żydowskie, cmentarz oraz dziedziniec z pomnikami pamiątkowymi dotyczącymi holokaustu na Węgrzech. Warto zatrzymać się chwilę szczególnie przy pomniku z wierzbą płaczącą.


Pozostając nadal w VII dzielnicy Budapesztu trzeba wspomnieć o jednym z ciekawszych miejsc: ruin pubs czyli puby w ruinie albo też ruin bars. Powstały na rumowiskach starych kamienic i podbiły serca mieszkańców i odwiedzających Budapeszt turystów. Jeśli szukacie miejsca na jedzenie z klimatem, to zdecydowanie tam. Szacuje się, że w Budapeszcie jest około 30 ruin pubs i wciąż powstają nowe. Moje zdjęcia pochodzą z ulicy Kazinczy.



Z dzielnicy żydowskiej wychodzimy prosto na Andrássy ut, czyli elegancką arterię Budapesztu, ciągnąca się od Placu Bohaterów do bazyliki św. Stefana. Poniżej Opera Narodowa z pomnikiem Liszta przed wejściem i dwoma sfinksami, eleganckie sklepy i na koniec bazylika z widokiem na zamek królewski w prześwicie.





Wielka hala targowa w Budapeszcie przy Moście Wolności to najlepsze miejsce na zakup pamiątek z podróży: stoiska z ogromnym wyborem papryk, miodów, produktów z lawendy, całe piętro drobiazgów i oczywiście stragany owocowo-warzywne. Czym Węgry bogate!

W Budapeszcie, który leży nad Dunajem, jest wiele mostów: Most Elżbiety, Most Łańcuchowy (niestety był w remoncie, a najpiękniejsze zdjęcia z Budapesztu w internecie były właśnie z nim), Most Małgorzaty z bocznym zjazdem na Wyspę Małgorzaty… Ale najbardziej polubiłyśmy Most Wolności, położonym najbliżej naszej kwatery.

Most przebiega naprzeciwko Wzgórza Gellerta i łaźni Gellerta oraz wielkiej hali targowej. W niedzielę rano wypełnił się nawet biegaczami w biegu miejskim. Most jest także ulubionym miejscem instagramowych influencerek, które nie przepuszczą okazji, żeby zrobić sobie zdjęcie na balustradzie.


Dzień 2

Drugiego dnia naszej wycieczki zapoznajemy się dokładnie z Dunajem. Idziemy wzdłuż brzegu kolejno obok Mostu Wolności, Mostu Elżbiety, Mostu Łańcuchowego zamkniętego z powodu remontu i kierujemy się w stronę Parlamentu.

Nieopodal budynku Parlamentu znajduje się niezwykły pomnik pamięci ofiar holokaustu. Jest to 60 par butów stojących nad brzegiem rzeki. Upamiętnia on ludzi, którzy zostali tutaj rozstrzelani, a ich ciała wrzucone do Dunaju.

Węgierski Parlament to wizytówka Budapesztu i najwyższy budynek w mieście, a także największy w całym kraju. Jego budowę rozpoczęto na 1000-lecie istnienia Węgier w 1896 roku i ukończono w 1904. Całe otoczenie jest także atrakcyjnym miejscem do spacerów i spotkań. Budynek robi wrażenie zwłaszcza z drugiego brzegu Dunaju.




Po przejściu przez Most Małgorzaty udałyśmy się do zabytkowej kolejki Siklo, która kursuje w górę i w dół wzgórza zamkowego, wpisanego w całości na listę UNESCO. Na szczycie znajdują się platformy widokowe wprost w murach zamku, z których można podziwiać rozległą panoramę miasta.




Spacer po wzgórzu zamkowym przebiega przez przyjemne, małe uliczki i zdobione kamienice aż do Kościoła Macieja, w którym odbywały się królewskie koronacje. Nieco doklejona architektonicznie, ale piękna niczym z bajki Baszta Rybacka dopełnia uroku miejsca.






Na odpoczynek po długim dniu chodzenia wybrałyśmy pobyt w spa. Będąc w Budapeszcie nawet w zimie nie można ominąć kąpieli na świeżym powietrzu. Umożliwiają to liczne baseny termalne i łaźnie, istniejące już od czasie rzymskich i tureckich. Łaźnie Gellerta, które odwiedziłyśmy, to ekskluzywny budynek w stylu secesyjnym z kilkunastoma basenami wewnątrz i na zewnątrz, saunami i kabinami parowymi. Wody termalne pozwalają się kąpać w basenie na zewnątrz nawet w marcu.





Dzień 3
Z moim intensywnym tempem zwiedzania nie spodziewałam się, że zostanie nam jeszcze coś do zobaczenia na trzeci dzień, ale okazało się, że jest jeszcze jedno miejsce, które pominęłyśmy.

Do większości atrakcji Budapesztu można dojść pieszo, ale nieskorzystanie z historycznej linii metra numer 1, przechodzącej pod Aleją Andrassyego od placu Vörösmarty aż za park miejski Városliget, byłoby wielką stratą. Metro w Budapeszcie to drugie najstarsze metro podziemne na świecie (zaraz po londyńskim). Linia żółta nr 1 została otworzona w 1896 roku i znajduje się dosyć płytko, zaledwie pod poziomem ulicy. Wagony oraz stacje zachowały swój charakter z początku XX wieku, co sprawia, jakbyśmy podróżowali w czasie. Metro nr 1 i żółty tramwaj nr 2 wzdłuż Dunaju to dobre sposoby na zwiedzanie Budapesztu od innej strony.


Wysiadamy z metra na przystanku Hősök tere, czyli Plac Bohaterów. Na potężnej kolumnie na środku placu zobaczymy postać archanioła Gabriela, otoczona półkolem rzeźb z przywódcami Węgier. Znajduje się tutaj pomnik nieznanego żołnierza, czyli poległych w I wojnie światowej. Po obu stronach placu znajdują się muzea: Muzeum Sztuk Pięknych i Pałacu Sztuki.


Idziemy dalej w głąb parku miejskiego Városliget do niezwykłej budowli.

Zamek Vajdahunyad to ciekawa koncepcja na otwarte muzeum. Projekt powstał w 1896 roku z okazji 1000-lecia istnienia Węgier jako tymczasowe repliki budynków z różnych epok. Koncept spodobał się mieszkańcom tak, że w latach 1904-1908 powstał zamek w obecnej postaci. Wstęp na teren zamku jest otwarty, a we wnętrzu mieści się Muzeum Rolnictwa.





Kiedy już obeszłyśmy cały park, szukałyśmy jakiegoś miejsca, które nam zostało do odwiedzenia. Nie planowałyśmy zoo, ale okazało się dobrym pomysłem i wciągnęło nas na dobre 3 godziny. ZOO w Budapeszcie zostało założone w 1866 roku i jest jednym z najstarszych ogrodów na świecie. Znajdują się tutaj rzadkie okazy zwierząt, takie jak waran z Komodo.


Na koniec naszego pobytu zostały nam rejony nieopodal naszej kwatery, ale również ciekawe: dzielnica Josevfaros. Żałowałyśmy, że nie weszłyśmy do przepięknej biblioteki miejskiej, mieszczącej się w XIX-wiecznym neobarokowym pałacu i przypominającej tę z Trinity College w Dublinie, ale była to niedziela i biblioteka była niestety zamknięta.



Za późno przypomniałam sobie też o jednej z ulubionych książek z dzieciństwa, „Chłopcy z placu Broni”, której akcja toczyła się właśnie w Budapeszcie, a na skrzyżowaniu ulic Pawła i Marii znajdował się właśnie plac, który pod koniec książki został sprzedany deweloperom. Inne miejsce z książki, ogród botaniczny był niestety dosyć daleko od nas. W oranżerii znajduje się rzeźba przedstawiająca głównego bohatera, Nemeczka, który bohatersko ukrywał się w stawie podczas zwiadu.


Przechodząc obok budynku Uniwersytetu Semmelweisa nie mogłam nie pomyśleć o Ignazu Semmelweisie, węgierskim lekarzu położniku, który położył podwaliny pod współczesną antyseptykę, wprowadzając na swoim oddziale procedurę dezynfekowania rąk przed badaniem pacjentek. Odkrył, że przyczyną gorączki połogowej jest m.in. brak higieny rąk wśród personelu medycznego, który do odbierania porodów i badania położnic przystępował tuż po przeprowadzeniu sekcji zwłok. Jego teoria nie spotkała się z przychylnością innych lekarzy; Semmelweis nazywał ich przez to „mordercami kobiet”. Powszechne niezrozumienie jego idei doprowadziło go do choroby psychicznej.

Dzień 4
To nasz ostatni dzień w Budapeszcie i powrót do domu. Na lotnisko jedziemy znowu autobusem 100 E z przystanku Kalvin ter nieopodal naszego zakwaterowania.
Nasz pobyt w Budapeszcie był wypełniony atrakcjami, a jednocześnie optymalny cenowo – za czterodniowy pobyt wyszło nas 1100 zł na osobę. Bliskość wielu atrakcji, restauracje w podobnych cenach jak w Polsce, a także niewielka odległość i dobry dojazd czynią Budapeszt przyjemnym miejscem na przedłużony weekend.
_______________
Więcej zdjęć: https://photos.app.goo.gl/vboQBgtheDuLRKta6
Mapa miejsc: https://goo.gl/maps/en8cejuat84iKMhM6
Inspiracje:
https://www.belekaj.eu/pl/10-najlepszych-atrakcji-budapesztu/